Ewa Bensz - BLOG

O autorze ↓

Egoistyczny umysł

Fot. Shutterstock
W ciągu ostatnich lat zawód nauczyciela uległ widocznemu zdewaluowaniu. Kiedyś praca w szkole traktowana była z szacunkiem, nauczyciel był osobą która edukowała, uczyła, miała wpływ na dalsze losy młodzieży – nadziei na lepszą przyszłość. Dzisiaj – rola jest taka sama. Dlaczego jednak, kiedy mówię w towarzystwie, że z wykształcenia jestem nauczycielem, słyszę jedynie ciche pomruki westchnienia i dostrzegam wzrok pełen współczucia?

Siedząc w kawiarni z laptopem, postanowiłam napisać tekst o edukacji – zawsze najlepiej pracuje mi się w neutralnym otoczeniu, gdzie mogę się skupić, jednocześnie obserwując to, co się dzieje wokół, i szukając inspiracji.



Nie musiałam długo czekać. Przy stoliku obok siedziały cztery nauczycielki, opowiadały sobie o cieniach i blaskach swojej pracy. Zjawisko typowe – tak samo funkcjonuje to w innych branżach – policjantów, menedżerów, bankowców... Jednak historie nauczycieli, ich interpretacja sytuacji i komentarze wzbudziły we mnie wiele sprzecznych uczuć.

Pokój zwierzeń
Rozmowa toczyła się przede wszystkim wokół niesforności uczniów w klasach zawodowych. Panie nauczycielki chwaliły żeńskie klasy, że grzeczne, że słuchają, że siedzą cicho… natomiast ubolewały nad „trudnymi” klasami chłopców – nie słuchają poleceń, nie chcą się uczyć. Żale jak zawsze – to dla mnie normalne – ponieważ praca nauczyciela, wbrew temu, co się wydaje – jest wyczerpująca i odpowiedzialna.

Zaskoczyła mnie jedna z historii. Pani przy sąsiednim stoliku z dużym oburzeniem (wtórowały jej przejęte koleżanki) opisywała sytuację, w której uczniowie pytają podczas prezentacji nowego materiału – „a po co mi to”, „a do czego to mi się przyda”… Oczywiście w tym momencie nastąpiło przywołanie „starych, dobrych czasów” kiedy Panie jeszcze same w roli uczennic, nigdy w życiu nie ośmieliłyby się zadać takiego pytania..

Jak to wytłumaczyć?
Hola, hola... Czy sytuacja, w której uczeń pyta o sens i zasadność prezentowanej wiedzy – to błąd? Zgodnie z najnowszymi badaniami z zakresu neurodydaktyki, nasz mózg, aby się uczyć, wręcz domaga się odpowiedzi na takie pytania. Zdaniem naukowców, nasz mózg jest organem egoistycznym – to znaczy zanim przystąpi do działania, do przetwarzania i zapamiętywania informacji, musi stwierdzić, że gra jest warta świeczki. Aby pojawiła się motywacja do poznawania i uczenia się nowych rzeczy, mózg autonomicznie ocenia przydatność informacji.

Czyli stąd prosty wniosek – przekazywana wiedza musi być dla ucznia atrakcyjna i użyteczna.
Gerhard Roth – neurobiolog – uważa że w przypadku zetknięcia się z nowymi treściami, nowym materiałem szkolnym to układ limbiczny decyduje, czy podejmowanie trudu uczenia się jest uzasadnione. Struktury w naszym mózgu za każdym razem poszukują odpowiedzi na pytanie, czy nowa wiedza będzie przydatna i użyteczna.

Pod prąd
Nie znam chyba nauczyciela, który byłby zadowolony z obecnego systemu oświaty. Być może, tutaj tkwi problem. Wytyczne ministerialne, nauka pod testy, zabijanie kreatywności, ciągły niedoczas – powodują, że nauczyciele starają się połączyć narzucone im wymagania ze szkolną rzeczywistością. Nie dziwi mnie fakt, że niektórzy z nich mają podcięte skrzydła, nie wykonują już swojego zawodu, misji, powołania z takim zapałem jak kiedyś.

Nie mniej jednak dostrzegam na swojej drodze zawodowej pasjonatów. Są autorytetami dla młodzieży, potrafią zaciekawić, zaangażować, włączyć aktywnie w proces nauczania. Dostrzeżmy te osoby, i doceńmy. Bo przecież – nauczyciel też człowiek, prawda?
Trwa ładowanie komentarzy...