Ewa Bensz - BLOG

O autorze ↓

Czy zrobi Pani z mojego dziecka geniusza?

Mały geniusz
Mały geniusz Pixabay
… Dziwne pytanie – ale jednak – takie właśnie usłyszałam podczas jednego ze spotkań z rodzicami. I cóż mogę na to odpowiedzieć? Tak, oczywiście – będę wspierać dziecko w nauce, uczyć je technik pamięciowych, trenować, przekazywać metody szybkiego czytania. Wszystko to w przerwach między zajęciami karate, dodatkowym językiem angielskim, garncarstwem i lekcjami baletu.

Szczęśliwe dzieciństwo
Obserwuję różne sposoby wychowywania dzieci, różne wartości, priorytety – i wciąż zastanawiam się, która z tych dróg jest najbardziej właściwa. I czy wśród nich jest ta jedna jedyna? Rodzice starają się wszechstronnie rozwijać swoje dzieci, wspierają je w rozwoju, starają się pomóc. Czy zawsze dzieje się to w imię dobra dziecka? Na początku mojej pracy pedagogicznej czułam pewien dyskomfort. Zastanawiałam się, czy dzieci powinny grać w gry komputerowe, podkreślać wszem i wobec swoją autonomię, mieć wolny wybór … a może raczej polegać na doświadczeniu i woli rodziców, poddawać się ich decyzjom ufać bezgranicznie – bo przecież robią to wszystko z dobroci serca.



Wyścig szczurków
Czy liczy się tylko satysfakcja i samorealizacja, czy również wynik i efekt? Czasem odnoszę wrażenie, że biorę udział w swoistym wyścigu – dzieci muszą mieć najlepsze ubrania, najmodniejsze dodatki. Czy to faktycznie jest takie ważne w procesie socjalizacji? „Reguły gry” oznaczają, że nie masz najnowszej lalki – więc nikt nie będzie się z Tobą bawił. Albo – baw się w kącie, z takimi samymi dziećmi, które nie mają atrakcyjnych zabawek. Podobny wyścig obserwuję w procesie uczenia się. Marzenia rodziców, realizowane przez dzieci. Dorośli zachłysnęli się dostępnością wszelkich udogodnień – baseny, kółka hobbistyczne, nauka języków. Często w tym szale mówię – dość. Nie o ilość się tutaj rozchodzi, ale o jakość. Nie jest ważne, że dziecko potrafi grać, śpiewać, tańczyć, recytować i cerować – ale że potrafi szydełkować z pasją i pomysłem.

W pewnym momencie kończy się wszechstronny rozwój dziecka, a zaczyna pozycjonowanie jako „naj”. Czy mam receptę na to? Nie, nie mam. Czy mogę wskazać wyraźną granicę, której nie należy przekraczać – też nie. Każde dziecko jest odrębnym bytem, indywidualnością – z tegoż względu nie można przyjąć jednego szablonu, według którego będziemy mierzyć konstruktywny rozwój lub zaspokajanie chorych ambicji. We wszystkich naszych aktywnościach, tak i tutaj – najlepszy jest złoty środek. Kiedy widzę, że dziecko chętnie bierze udział w dodatkowych zajęciach, inicjuje – wiem, że jest do dobra droga. W tym przypadku sprawdza się jeszcze jedno powiedzenie – nadgorliwość gorsza od faszyzmu. Nie starajmy się zrobić z dziecka alfy i omegi. Każde z nich jest dobre w pewnej określonej dziedzinie, ma skłonności, talenty, predyspozycje. Sztuka polega na tym, aby je dostrzec, i pielęgnować. Nie wspomożemy dziecka w rozwoju zapisując je na sześć różnych kółek artystycznych. Sprawimy za to satysfakcję i prawdziwą frajdę, wzmacniając dobrym słowem za coś, co faktycznie stanowi rozwijanie umiejętności.

To wcale nie jest takie trudne – wielu rodziców robi to intuicyjnie. Pamiętajmy jednak, aby nie ulec przesadnie modzie, trendom, wpływom - bo tylko martwe ryby płyną z prądem.
Trwa ładowanie komentarzy...