O autorze
Pedagog, doradca zawodowy i trener, od ponad ośmiu lat związana ze szkolnictwem wyższym. Prowadzi zajęcia z aktywizacji zawodowej, komunikacji, negocjacji i zarządzania projektami. Członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Public Relations, ekspert w projektach szkoleniowych dla placówek edukacyjnych z zakresu promocji i budowania wizerunku. Specjalizuje się także w szkoleniach dla rad pedagogicznych m.in z zakresu neurodydaktyki, mnemotechnik, komunikacji, radzenia sobie ze stresem. Jej największą pasją są zajęcia z dziećmi i młodzieżą, którą uczy kreatywności, technik szybkiego czytania i zapamiętywania. W swoich zajęciach łączy wiedzę akademicką z dużą dawką praktyki dopasowując informacje i ćwiczenia do oczekiwań grupy. www.luckymind.pl,www.readytowork.pl

Śniadanie z trupem

Dziecko w sieci
Dziecko w sieci Pixabay
W równym stopniu przejmujemy się smutnym pieskiem w klatce jak zdjęciem dziewczynki zamordowanej siekierą. Oburzenie zalewem brutalnych zdjęć sprowadza się do krótkiej pogawędki z sąsiadką na klace schodowej lub nadmiernie wyeksponowaną wymianą poglądów w pseudointelektualnym towarzystwie w znanej hipsterskiej knajpce.

Kawa pachnie zbrodnią

Taki przeciętny Kowalski przegląda sobie poranne wiadomości w sieci lub — często pchany poczuciem społecznej zazdrości – przeszukuje Facebooka w poszukiwaniu i rozpamiętywaniu sukcesów znajomych. Podziwia zdjęcia słodkich bobasów, uroczych piesków, a tutaj nagle – pojawia się zdjęcie nieboszczyka.
Kilka tygodni temu lokalna gazeta opublikowała zdjęcie twarzy mężczyzny, który popełnił samobójstwo. Niestety przy denacie nie znaleziono dokumentów – zatem miejscowa policja i media lokalne wpadły na pomysł opublikowania zdjęcia twarzy mężczyzny. Internety zawrzały…

Świadomy wybór?


Oczywiście mnóstwo osób stanęło w obronie tego zjawiska – popularyzacji śmieci, przemocy czy wulgaryzmu. Bo że to przecież nasz wybór – możemy nie przeglądać Internetu, nie posiadać konta w mediach społecznościowych – a tym samym odcinamy się od fali informacji o ludzkich nieszczęściach. Że w telewizji też emitowane są reportaże wojenne, pokazywana śmierć i dramat ludzkiego istnienia. Że oglądamy filmy, na których czaszki pękają jak dojrzałe śliwki spadające z drzewa.
Tak – ale jest to nasz świadomy wybór. Oglądamy wiadomości, bo chcemy, jesteśmy widzami wtedy, kiedy chcemy. Czy w takim przypadku musimy być przygotowani, że w każdej chwili, w każdym momencie, otwierając lodówkę – pojawi się zdjęcie zakrwawionej głowy lub płaczącej matki, która straciła syna?

Dasz palec…

W pewnym momencie potęga Internetu i mediów społecznościowych zaczęła być wykorzystywana w szczytnych celach. Zamieszczano zdjęcia zaginionych osób, skradzionych samochodów... z intencją – „ludzie, pomóżcie!” Czy jednak ta eskalacja nieszczęść w tak powszechnych i łatwo dostępnym kanale komunikacji jest uzasadniona i zdrowa? Chciałoby się rzec – każdy ma swój rozum i zna granice... ale obserwując posty w postaci nekrologów a pod nimi kilkadziesiąt „lajków” przestaję wierzyć w te granice.


Sprytny Kazio

Zastanówmy się jeszcze nad jedną sytuacją. Szerokim gronem odbiorców tego typu komunikatów są dzieci. Nie, nie mówię o młodzieży, która zgodnie z regulaminem może posiadać konto na Facebooku po ukończeniu 13 roku życia. Mówię o dzieciach w wieku 10 – 12 lat, które dzięki odrobinie sprytu i nieuwagi rodziców bardzo łatwo uzyskując dostęp do wirtualnej rzeczywistości. A tam, pomiędzy jednym a drugim postem o śmiesznych pieskach, selfie koleżanek z klasy, stają się mimowolnymi odbiorcami plag i nieszczęść tego świata.

Społecznościowy śmietnik

Media społecznościowe stały się istnym kalejdoskopem bodźców. Świadomie je odbieramy, logując się codziennie podczas spożywania śniadania, rozpoczynając kolejny dzień pracy w biurze, czy ukradkiem spoglądając na ekran smartfona ukrytego pod szkolną ławką. Wiemy, że czeka na nas istny ocean informacji. Zaręczyny sąsiadki, zaginiony pies, zamach terrorystyczny... zastanówmy się, w jaki sposób reaguje nasz mózg. W pewnym momencie selekcja tych wiadomości staje się taśmowa. Pamiętajmy jednak, że coraz grubszy pancerz powoduje, że podobne zjawiska spotkane „na żywo” nie powodują już prawdziwie dogłębnej reakcji.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...